niedziela, 5 września 2010

...niespodzianka...

Witam Was serdecznie!
Przed wami kolejne zdjęcia ślubne… 20go sierpnia 2010 roku Emilka i Marcin postanowili pobrać się, a mnie przypadł wielki zaszczyt i przyjemność uwiecznienia tych chwil na fotografiach.
Tu muszę się Wam przyznać , iż pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się być czyimś prezentem ślubnym, a właśnie tak było, gdyż moje zdjęcia i moja skromna osoba znalazły się w Gliwicach na życzenie druhny – Ludmiły… /dziękuję Ci raz jeszcze i z tego miejsca serdecznie pozdrawiam/
Ale do rzeczy…
Już na wstępie miłą niespodzianką jaka na mnie czekała było miejsce ślubu. Gliwice -WILLA CARO, piękny obiekt, jak później dowiedziałem się, chwilowo zastępujący USC. Myślę, że z powodzeniem i dużą radością zarówno dla młodych par jak i fotografów…
Kolejno przemieściliśmy się do restauracji Spichlerz (również w Gliwicach) gdzie odbyło się przyjęcie weselne /kolejne bardzo ciekawe miejsce/…
To zdjęciowe popołudnie, które przebiegało w żywym tempie, muszę uznać za bardzo owocne i kreatywne…
Dziękuję raz jeszcze młodej parze za cierpliwość a Ludmile za wybranie mnie i mojego 5D ;-)

Zapraszam zatem do galerii…



















poniedziałek, 16 sierpnia 2010

For Your Eyes Only

Jak mówi tytuł filmu o super-agecie 007 zdjęcia te powinny być przeznaczone tylko dla jednych oczu... ...oczu męża Joanny…
Ale nie mogłem się powstrzymać, ani sobie odmówić tej przyjemności by choć kilka zdjęć przemycić na blog… …rzecz jasna za zgodą Asi.
Bez zbędnych słów…
JOANNA…













niedziela, 8 sierpnia 2010

Ania i Łukasz

Długo zabierałem się do tego, by wybrać "kilka" zdjęć ze ślubu, wesela i pleneru Ani i Łukasza...
Poniżej prezentuję te zdjęcia, które uważam za najbardziej reprezentatywną grupę...
W dniu ślubu jak i podczas pleneru dopisała nam pogoda i dobre humory, zatem przyrodzie mogę podziękować za pomoc przy oświetleniu naszej sesji a młodej parze za genialną współpracę!!!
Ślub jak to zwykle bywa, jest pełen emocji, emocji towarzyszących przede wszystkim młodej parze, ale nie ukrywam, że i mnie... Ciąglę nie mogę pozbyć się tremy i obaw o to by wszystko się jak najlepiej udało.
Potem przyszedł czas na plener...
Ania wybrała dobrze znaną mnie /i nie tylko mnie/ cementownie... (nasz klient nasz pannnn)
Ale tym razem udało nam się "zabrnąć" znacznie glębiej w ten zdający się nie mieć końca kompleks przemysłów też było sporo, a Łukasz, który jak sami pewnie zauważycie, jest fanem koszykówki oraz PHOENIX SUNS nie przegapił okazji by ten fakt podkreślić nawet podczas sesji ślubnej… Za co z resztą mu bardzo dziękuję…
Podsumowując : było śmiesznie, przyjemnie i (mam nadzieję) twórczo…

Panie i Panowie – Ania i Łukasz























Obserwatorzy